Wyobraźcie sobie taką sytuację: złapaliście paskudne przeziębienie. Z nosa leci niczym Niagara, boli was głowa, gardło, macie gorączkę i czujecie się generalnie osłabieni. Czym się ratujecie? Po co sięgacie? Jako że na polskim rynku mamy zatrzęsienie wszelkich "medykamentów" bez recepty, to zakładam, że statystyczny Polak weźmie Gripex, Fervex, Aspirin C czy inną farmaceutyczną nowość, żeby ulżyć sobie nieco w cierpieniach. Do tego kubek gorącej herbaty z cytryną, babciny sokiem malinowych czy miodem i zaszyje pod kołdrą, aż mu się polepszy. Co w takiej sytuacji robi statystyczny Holender? Pije sok!
Ręce mi już opadają, kiedy na moje kichanie Maurycy zaleca mi kupowanie owoców i branie witamin... Takie rzeczy to się robi na codzień, dla prewencji, a nie jak już cię rozłoży. Na początku myślałam, że tylko on ma takie dziwne podejście w tej kwestii, ale szybko okazało się, że zdrowie to jeden z ulubionych tematów do żartów i sarkazmu wśród emigrantów mieszkających w Holandii. Owszem witaminy są potrzebne i wspomagają organizm w walce z paskudztwami, ale naprawdę, żeby tym leczyć grypę? W ostateczności biorą najbardziej uniwersalne lekarstwo w całym kraju: paracetamol. Dziecko ma prawie 40 stopni gorączki? Paracetamol. Nawet nie opłaca się iść do lekarza, bo co przepisze? Paracetamol. Lepiej od razu udać się do apteki i nie tracić czasu. A potem idą tacy ledwo żywi, z cieknącym nosem do szkoły/pracy i zarażają się nawzajem.
Obrazek z mojej książki do nauki holenderskiego: "Proszę Pana, zadzwoniłem do Pańskiego ubezpieczyciela i mam dobrą wiadomość: mogę Panu przepisać paracetamol." |
W pierwszych miesiącach (jesiennych) oczywiście się przeziębiłam i chcąc się szybko poratować pobiegłam do najbliższej drogerii po aspirynę. W Polsce miałabym w odpowiednim dziale Rossmanna do wyboru do koloru środków przeciwgrypowych. A tu... klasyczna Aspirin C, jakiś tańszy odpowiednik i Ossciloccocilu (czy jak to się tam pisze), które jest okrutnie drogie. Zresztą w ojczyźnie też do najtańszych nie należy. Na dodatek przy kasie kasjer zrobił wielkie oczy i zapytał czy wiem co kupuję i czy nie potrzebuję może dodatkowych informacji na temat leku. Nie dziękuję, łykam to od dziecka.
Nauczona tymi doświadczeniami, przy najbliższej wizycie w Polsce zapakowałam cały zapas przygotowanych wcześniej przez mamę "wspomagaczy" i od razu mi lepiej. Nawet Maurycy się przekonał trochę do moich polskich tabletek, prosząc o nie, kiedy ostatnio go choróbsko brało. Nadal jednak twierdzi, że owoce wystarczą.
raz został mi przepisany antybiotyk, wyobraź sobie jakie miałam wielkie oczy kiedy lekarz powiedział proszę odebrać antybioty w aptece
OdpowiedzUsuńjednak prawda jest taka że paracetamol na wszytsko ;)
No to musiało być coś poważnego, że aż tak zaszalał ;)
Usuńu nas to samo-na grype sok z żurawin i paracetamol..:)Antybiotyki czy tabletki są o połowe słabsze niż w Polsce.
OdpowiedzUsuńAle musze sie przyznac,ze po 10 latach w moim HappyLandzie paracetamol i sok z żurawin stał si emoim lekiem na "całe zło"Chyba przywyczajenie robi swoje..:-D
Oj coś się chyba nie przekonam do tej logiki... jakoś do mnie nie trafia
UsuńNo nieźle. Ale przynajmniej może nie nadużywają tych leków, bo u nas czasem ludzie przesadzają z zażywaniem ;). Jednak warto mieć podręczną, polską apteczkę z jakimiś tabletkami - jak już nas choroba przypili, bo jabłkiem i soczkiem to chyba ciężko się wyleczyć ;).
OdpowiedzUsuńA może w tym szaleństwie jest metoda??? Mnie się od pewnego czasu wydaje, że jak złapię przeziębienie, to czy wezmę tą tabletkę, czy też nie - to i tak choruję tak samo.
OdpowiedzUsuńJak dla mnie jedno postawowe lekarstwo, które biorę na wszystko i zawsze mam z Polki: polopiryna C rozposzczalna! A jak nie pomaga, to jest jeszcze jedno - zawsze działa...
-zakupy:))))
Zgadzam się, lekomania jest zła. Antybiotyk z byle powodu też. Wiem, że katar czy leczony czy nie i tak trwa siedem dni, ale mimo wszystko dla lepszego samopoczucia wolę te nasz krajowe tableteczki :D To chyba wina mojego polskiego wychowania, bo od dziecka mnie uczono, że jak żeś chory, to siedź w domu w cieple i wypoć to z siebie, a nie leź na spacer jak zimno i wieje na dworze (co kiedyś mi polecono na paskudne przeziębienie...) Co kraj to obyczaj, ale ja może będę wspierać polską tradycję ;)
OdpowiedzUsuń