wtorek, 16 lipca 2013

Do ołtarza na rowerze

Siedzimy z Maurycym w jednej z knajpek w centrum Groningen, delektując się słońcem i popołudniową kawą.
- I jak podobało ci się wczorajsze wesele? - pyta Mauryc.
- Bardzo! Świetnie się bawiłam!
- A w Polsce tak samo wyglądają wesela czy czymś się różnią?
- No właściwie to jest parę różnic... - zamyśliłam się na chwilę.
- To znaczy? Co jest inaczej?
- Hmm... w sumie to... prawie wszystko! 

Niby wesele jak wesele: biała sukienka, uroczy kościółek, grupa gości, obiad, muzyka na żywo i zabawa. Ale jakby się przyjrzeć poszczególnym składnikom, to wyszła nam zupełnie inna mikstura niż w polskich realiach. Już podczas zakupów, kiedy szukałam w asyście koleżanek sukienki, czułam się jak dziecko we mgle. Jak się ubrać na wesele w Holandii? O ile para młoda nie określiła w zaproszeniu dress code'u (który wtedy zazwyczaj jest bardzo formalno-wieczorowy), to panuje istna samowolka. Maurycy zapowiedział, że idzie w dżinsach, co nikogo poza mną ani nie oburzyło, ani nie zszokowało, ani nie wzbudziło właściwie żadnych emocji. Wczęcz przeciwnie... jego mama i ojciec panny młodej odradzali włożenie na uroczystość nowego garnituru. Sama para młoda słysząc o garniturze popatrzyła zaskoczona, po czym skomentowali "Ubierzcie coś wygodnego!". Mi się to w głowie nie mieści, więc musiałam znaleźć dla siebie kompromis: nie za strojną i prostą, acz nie codzienną sukienkę. I w gruncie rzeczy, choć kiecka była bardzo prosta i tak czułam się bardziej wystrojona niż połowa gości!

dutch style wedding
Wesele w holenderskim stylu - na stojąco
Mauryc i panna młoda :)
Zatem ubiór. Coś co w Polsce byłoby nie do pomyślenia, tu spradza się idealnie. Część gości ubrała się jak na imprezę grillową u znajomych. I choć to wesele najleżało do prawie skrajnie nieformalnych i luzackich, tak dżinsy na weselu nikogo w Holandii nie dziwią. 

Generalnie impreza była bardzo urocza. Ślub odbył się w maleńkim kościółku, jednak bez obecności księdza. Jak większość tego typu uroczystości w tym kraju, był to ślub cywilny. Po ceremonialnym powiedzeniu sobie "Tak", para młoda odjechała spod kościółka na... rowerze. A goście podążyli piechodą ;) Na szczęście impreza obdywała się w sąsiedztwie kościółka. I tu kolejna niespodzianka... wesele odbywać się miało na trawie!



Pod wielkim drzewem ustawiona scenę, na której grała... uwaga uwaga - studencka kapela. Dzięki coverom piosenek, które uwielbiam, czułam się bardziej jak na kameralnym, plenerowym koncercie, niż na weselu. Niestety nikt się też nie garnął do tańca. Nikt poza mną i jakąś małą dziewczynką. Dopiero gdy się zciemniło, inni przyłączyli się do zabawy. Ale żeby nie było złudzeń... przez cały ten czas przy stołach mało kto siedział. Prawie nikt! Wszyscy spacerowali po trawniku ze szklaneczką piwa lub kieliszkiem wina w dłoni i rozmawiali. Parę specjalnych stolików i sofy rozstawione wokół trawnika cieszyły się wielką popularnością, gdzie skupiały się kolejne grupy dyskusyjne. Ahh... Holendrzy uwielbiają dyskutować. Chyba nawet bardziej niż tańczyć i bawić się. 

Zostaw ślad po sobie... każdy z gości odbił paluszka, jako listki na drzewie dla Młodej Pary
Czy tak wyobrażacie sobie weselny zespół? Jak dla mnie bomba! :)
Para Młoda zostawiła na stolikach jednorazowe aparaty, żeby goście mogli uczestniczyć w spontanicznym rejestrowaniu zabawy weselnej ;) Świetny pomysł
Plenerowa impreza na luzie. Niesamowicie podobała mi się taka aranżacja. Dodatkowo wszystko wyglądało uroczo i romantycznie. I choć sama nie wyobrażałabym sobie na własnym weselu ludzi w kraciastej koszuli i podartych dżinsach z butelką piwa w dłoni, tak świetnie się bawiła. A trawnik był doskonałym powodem, żeby wybrać się w płaskich sandałkach lub platformach i bez bólu przetrwać wesele na stojąco ;)



Jedna rzecz tylko zaskoczyła mnie bardzo i z tego co wiem, jest to stały element holenderskich wesel. W przeciwieństwie do polskich ceremonii, tutaj do kościoła zaprasza się tylko wybrańców. Rodzinę,  przyjaciół i najbliższych znajomych. I mówiąc o rodzinie, nie mam na myśli ciotki i wujków piąta woda po kisielu od strony siostry babci. Tutaj zaprasza się tylko najbliższych, z którym jest się regularnie w kontakcie, nie tylko z okazji świąt. Następnie ci oto wybrańcy towarzyszą Młodym podczas obiadu, a reszta gości zaproszona jest dopiero na wieczór. Zatem jeśli zaproszono Cię na samą imprezę, nie nastawiaj się na wyżerkę w polskim stylu ;) 

19 komentarzy:

  1. bardzo mi się takie wesele podoba !!! Spokojnie, na luzaka, bez dupościsku..:-D a TEN ROWER Z KOŚCIÓLKIEM W TLE - przzzeeepieekne zdjęcie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahaha... Skad ja to znam :) bedac pierwszy raz na holenderskim weselu przez 3 dni nie moglam dojsc do siebie i zrozumiec jak to w ogole mozliwe, ze po przyjsciu do domu pierwsze co otworzylam to lodowka :) tak bylam glodna :) teraz juz wiem, ze wybierajac sie na jakiekolwiek holenderskie przyjecie trzeba najpierw porzadnie najesc sie w domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa... tutaj nie znają pojęcia "czym chata bogata". Rozrzutność to wręcz Grinch! ;)

      Usuń
  3. ale tak samo jest w Wielkiej Brytanii - oficjalne przyjęcia dla rodziny i najblizszych - wspólna kolacja i butelka wina na stolik..:-D A wieczorem dochodzi reszta gości - otwiera się bar(płatny) i serwowane sa mini kanapeczki, mini kiełbaski i tarty na tacach...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. dobrze, że tym razem 'bar' był bezpłatny ;)

      Usuń
  4. ooo to by się Holendrzy zdziwili na polskim weselu - picie, jedzenie, tańczenie, picie, jedzenie, tańczenie i tak do samego rana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sie już doczekać nie mogę najbliższego wesela w polsce. żeby zobaczyć minę Mauryca.choć z drugiej strony on to beznadziejny przypadek, który nie miałby nawet solidnego porównania, po to było właśnie pierwsze wesele. w jakim kiedykolwiek uczestniczył... jak to w tym wieku możliwe?

      Usuń
  5. Jakby nie bylo, bardziej mi sie taka impreza podoba, bo nikt nie bedzie mial wspomnien zwiazanych ze stresem i spinaniem sie...
    No to szczescia im zycze :)
    Nika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co wiem to Młodzi i rodzice o tak się spinali i stresowali. może na luzaka, ale to jednak wciąż wesele i chce się, żeby było wszystko idealnie ;)

      Usuń
  6. Kurka ;/ Gdybyś napisała to parę miesięcy wcześniej miałabym pomysł na swoje 'wesele', a tak typowe wesele zastąpił zwykły obiad ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wesele było zalewdie półtora tygodnia temu, więc musztarda po obiedzie...

      Usuń
  7. I tak się mocno spięli, żeby zrobić nie tylko wesele, ale i ślub wziąć. To już chyba coraz rzadsze. Konserwatyści, rzekłabym...

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawy tekst. To, co napisałaś o reakcji innych osób na dżinsy Maurycego (a właściwie brak reakcji;) ), idealnie pokrywa się z tym, co o życiu w Holandii opowiadała mi przyjaciółka. Wygląda na to, że tolerancja posunięta do ekstremum powoduje brak zdziwienia i w końcu... brak jakichkolwiek większych emocji w reakcji na postawę innych. Czy Ty również zauważasz to w różnych innych sytuacjach?

    Pozdrowienia:)
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że nie myślałam o tym do tej pory, ale też nie zauważyłam takich zachowań w innych sytuacjach. Co prawda, mam wrażenie, że Holendrzy okazują mniej emocji niż choćby Polacy. Tutaj wszystko należy na spokojnie przedyskutować, bez machania rękami i podnoszenia głosu. Ale nie wydaje mi się, żeby to była tolerancja posunięta do ekstremum. Powiedziałabym, że to troszkę inna kultura ;)

      Usuń
  9. Ja miałam doświadczenie z drugiej strony, mój chłopak Holender był na polskim weselu. Co prawda, to już druga taka zabawa dla niego więc pierwszy szok już miał za sobą ale chyba 1,5 tygodnia tłumaczyłam, że garniturowa koszula na weselu musi być biała i że przez cały weselny dzień nie można nic jeść :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeść można, tylko potem się będzie tego żałować :D Ja już zacieram ręce żeby zobaczyć minę Mauryca jak się na polskie wesele wybierzemy ;)

      Usuń
  10. Świetny tekst Justine. Po tam wielu polskich weselach chętnie poszłabym na takie właśnie holenderskie. Nie przepadam za kreacjami glamour i fryzami od fryców - więc na pewno bym się tam odnalazła. Teraz wesela w Pl są naprawdę dość podobne - więc najlepiej wspominam te sprzed wielu, wielu lat na wsiach - np. w przystrojonej stodole albo strażackiej remizie. Tylko, że wtedy chłopy więcej i mniej kulturnie piły i często nawet dawały sobie publicznie po ryju. No, ale cóż... taki to urok ;-).

    Mam pytanie przy okazji - czy w Holandii ślub a rejestracja w związku to dwie inne sprawy? No i czy ślubów kościelnych zupełnie nie ma czy są po prostu bardzo nieliczne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, wiejskie wesela w remizie to niezapomniany klimat!
      Nie wiem dokładnie jaka jest różnica między ślubem cywilnym a rejestracją związku w Holandii. Dają napewno podobne prawa i chyba odrobine się różnią, ale dokładnie nie wiem. Aż tak różne jednak chyba od siebie nie są. Co do ślubów kościelnych... nie wymarły ;) Zdarzają się obecnie znacznie rzadziej, jednak nadal żyją tu pobożne rodziny i tradycjonaliści, więc kościół wciąż udziela ślubów ;)

      Usuń
  11. Super, że miałaś okazje uczestniczyć w takiej uroczystości w holenderskim stylu! znam kilku Holendrów i w sumie nie zaskoczył mnie fakt ich liberalnego podejścia do ubioru i samej ceremonii. Jednorazowe aparaty na weselu już wcześniej widziałam; świetna pamiątka dla Młodych, o ile później do nich wróciły :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...