czwartek, 31 października 2013

Anatomia Holendra: Dżins, botki i wiatr we włosach

- Chyba zamieniam się w Holenderkę... - przyznała grosteskowo Ania - pamiętacie jak na pierwszym kursie holenderskiego ten chłopak ze Szwecji, co Sheldona przypomina, powiedział, że każda Holenderka ma przynajmniej parę par kozaków na płaskiej podeszwie?... Ja mam je prawie wszystkie płaskie!
Klub Żon Marnotrawnych wybuchł śmiechem. Po krótkiej rozmowie doszłyśmy jednak wszystkie do wniosku, że od kiedy mieszkamy w Wiatrakowie, szpilki poszły w odstawkę. Najbardziej ubolewała nad tym Lucy, dla której wysokie obcasy, były swoistym znakiem rozpoznawczym. Szpilki, szpilkami, ale trzeba się przecież zintegrować i wmieszać w tłum!

Na naszych babskiech lunch'ykach dość często komentujemy sposób ubierania się Holenderek i porównujemy go do rodzimych trendów. Z którąkolwiek expatką bym nie rozmawiała, konkluzje są takie same. Szczególnie uderzyło mnie to parę wieczorów temu, gdy czytałam rewelacyjną książkę "Pas op, Nederlanders. Over een volk dat minder gewoon is dan het zelf denkt" ("Uwaga, Holendrzy. O ludziach, którzy są mniej normalni, niż im się samym wydaje"). Autor książki zwrócił szczególną uwagę na ten aspekt, tłumacząc (jako Holender) jego przyczyny. 

Kozaki - podstawa holenderskiej garderoby, bez względu na sezon
Jak więc wygląda przeciętna mieszkanka Holandii? Najpewniej nosi botki, albo kozaki na płaskim lub nie wielkim obcasie. Pora roku nie gra tu szczególnie roli... to obuwie rządzi od późnego lata do późnej wiosny ;) Czasem w środku lata. Ubrania najczęściej występują w nieco zgaszonych barwach, wszelkich odcieniach beżu, szarości i czerni. Biel jest szczególnie wszechobecna podczas pierwszych cieplejszych dni maja... Wtedy wyciągany jest też z szaf swoisty narodowy potworek: białe legginsy do półłydki. Holenderki lubią luz i wygodę. I to da się zauważyć w ich garberobie. Nawet wychodząc do knajpy czy na imprezę rzadko kiedy się stroją. Pod tym względem mam zawsze mały problem, szykując się na ważniejsze imprezy rodzinne.  W Polsce sprawa jest jasna: idziesz na imieniny cioci czy babci, uroczysty obiad z rodziną, do teatru - ubierz się względnie elegancko. W Holandii? A co to za różnica? Dżinsy i podkoszulek nadadzą się wsam raz. Egzamin, rozmowa kwalifikacyjna o pracę, wesele? Te same dżinsy i może koszula... Do tego rozwiane lub luźno związane włosy i naturalny makijaż (lub jego brak). W sumie jaki sens zaprzątać sobie głowę misterną fryzurą... na rowerze i tak ją wiatr potarga ;)

Dla Holendra nie wygląd ma znaczenie, ale to, co w Tobie drzemie... ;)
Dlaczego właściwie Holendrzy nie przywiązują większej wagi do ubioru? Co złego w "odstrzeleniu się" od czasu do czasu? Nic... Najzwyczajniej nie jest to ich nawyższy priorytet. W tym kraju dużo bardziej liczy się to CO sobą reprezentujesz i co masz do powiedzenia, niż to JAK się reprezentujesz. A że uwielbiaja oni rozmawiać i dyskutować godzinami, to łatwo pokazać swoje wnętrze. Tutaj wszystkim znane powiedzenie "Nie wszystko złoto, co się świeci" osiągnęło wyższy stopień wtajemniczenia. Co więcej, to niezwykle pragmatyczny naród, więc krępujące ruchy i niewygodne ciuchy lądują na samym dnie szafy (o ile do niej wogóle trafią w pierwszej kolejności). Zresztą umówmy się, czy krawat i garnitur robią z człowieka specjalistę w jego dziedzinie? 

Tą postawę można doskonale podsumować popularnym holenderskim powiedzonkiem: "Doe maar normaal dan ben je al gek genoeg"... Zachowuj się normalnie, a będziesz już wystarczająco szalony! ;)

21 komentarzy:

  1. Hm...cos w tym jednak jest. Nad kozaczkami na plaskiej podeszwie i brakiem kobiecego akcentu garderoby boleja najczesciej holendrzy plci meskiej.
    Zdarzylo mi sie , tak przez przypadek googlowania pewnych informacji natknac na holenderskie fora. Nie uwierzycie co tam holendrzy wypisuja o swoich rodaczkach. Najczesciej zarzucaja im, ze sa zbyt meskie, a szkoda, ze nie ubieraja sie tak seksownie...i tu uwaga...jak polki.
    Moze jednak warto trzymac szpileczki gdziesz na wierzchu...tak na wszelki wypadek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierzę z łatwością, bo podobne komentarze słyszałam od nich na żywo... plus tłumaczy to też w pewien sposób niebywały popyt wśród Holendrów na "partnerki z importu" ;)

      Usuń
  2. Z tymi kozakami na plaskim i przez okragly rok to nie jest to tylko domena Holenderek. We Francji i Belgii tez sa modne od jakichs 3-4 lat, choc jednak nie wszechobecne :)) ? najgorsze to kozaki-walonki..; nieforemne i nieladne.. ale modne.
    Na szczescie (lub nieszczescie ) super wysokie szpilki sa w Paryzu coraz modniejsze... Czesto dziewczyny idac na dyskoteke lub do knajpy zakladaja baletki, a na miejscu zakladaja te szpile na 15 cm obcasie :))
    No i wygladaja wtedy super sexy. Natomiast patrzac na dziewczyne w kozakach przy upale 30 ° zawsze sie zastanawiam czy nie nabawi sie jakiejs grzybicy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to określiłaś kozaki-walonki osobiście uwielbiam! Ale tylko kiedy w koło jest duuuużo białego, puszystego śniegu. Są super wygodne, ciepluchne i choć nie najestetyczniejsze, pasują mi wybitnie do takiego krajobrazu ;)
      Z tymi szpilkami/baletkami na zmianę, to genialny pomysł!

      Usuń
  3. Ten kozaczkowy horror zauwazylam rowniez w tegoroczne wakacje Polsce.brrr...
    Sam fakt noszenia czegos ciezszego niz klapeczki przy duzym upale wydaje mi sie samobojstwem. Niemniej jednak trend noszenia szpileczek zaczyna siei w Holandii zakorzeniac.Coraz czesciej mijaja mnie dziewczyny na rowerku w szpilkach...(i tu stanoczo wole zostac przy plaskich kozaczkach...zadne szpilki na rower co to to nie)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się tu z Tobą zdecydowanie muszę nie zgodzić... Może nie tyle co szpilki, ale buty na wysokim obcasie są genialne na rower! Szczególnie jeśli nie jest się bardzo wysokim, a od czasu do czasu trzeba zatrzymać się na światłach... w końcu mogę się stabilnie podeprzeć z dala od krawężnika :D

      Usuń
  4. Może źle zrozumiałam, ale trochę nie rozumiem tłumaczenia niechlujstwa w ubieraniu (bo rozumiem, że tak można określić styl Holenderek? tu proszę mnie poprawić) tym, że ludzie wolą być akceptowani za swoje wnętrze. To jest oczywista prawda, ale już choćby szacunek do drugiej osoby wyrażamy odpowiednim ubiorem. Uważam, że niekoniecznie MODNIE ale schludnie (to takie ulubione słowo naszych babć?:-)) należy się jednak ubierać. No i skoro tak te kobiety nie przywiązują wagi do strojów, to czemu wszystkie męczą się w tych kozakach w lato, przecież nie z wygody, tylko dlatego, że modnie!

    Pamiętam swoją wizytę w Anglii parę lat temu w celach czysto turystycznych i jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam jak są ubrani Anglicy. Byle jakie łachy, powyciągane wory, aż niemiło było patrzeć. Czy w Holandii też tak?

    I mam jeszcze pytanie;-)) Co to znaczy expatka?;D

    Pozdrawiam serdecznie!

    P.S. Śmierć białym legginsom!;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiedziałabym, że Holenderki ubieraja się niechlujnie. Najzwyczajniej na luzie. Powyciągane ciuchy widuję raczej tylko na festiwalach albo u przedstawicieli konkretnego lifestyle'u ;) Schludnie, aczkolwiek zdecydowanie mniej kobieco niż Polki. Stawiają na praktykę i wygodę. I oczywiście nie jest też prawdą, że wogóle nie przywiązują wagi do stroju. Tutaj też panują trendy, moda i indywidualny styl, ale jest on często inny od tego, który pamiętam z Polski. Myślę, że aby najlepiej sportretować sytuację poczaję się z aparatem na ulicy i przygotuję mały foto-reportaż :D

      Expatka to mój damski odpowiednik angielskiego "expat" (skrót od expatriate) oznaczającego osobę mieszkającą tymczasowo lub na stałe poza swoją ojczyzną ;)

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Justine, byłoby fantastycznie jakbyś mogła ich sportretować! A ja się chyba kiedyś muszę do tej Holandii wybrać i na własne oczy zobaczyć;-)

      Usuń
  5. To czuję że mogłabym się tam odnaleźć gdyby nie te białe legginsy. O co z nimi chodzi?;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozumiem zamiłowanie do wygody. Niechlujstwa już niestety nie, a wiele Angielek niestety jest niechlujnych (i tu się zgadzam z Magdą, że strojem się jednak coś wyraża, np. szacunek dla drugiej osoby).
    Moim zdaniem można fajnie wyglądać na sportowo i w zwykłych niezbyt modnych ciuchach, jeśli są dobrze dobrane i czyste, choć jeśli wiekszość Holenderek wygląda tak, jak ta pani na zdjęciu, to ... moda tam zatrzymała się u was chyba dobre 20 lat temu :)) Co nie znaczy automatycznie, że wyglądają źle :))
    Faktycznie, jeżdżenie na rowerze w szpilkach byłoby jednak sporym utrudnieniem :)
    Ps. Angielki też noszą kozaki niemalże non stop (albo ohydne - moim zdaniem - buty ugg). No chyba, że noszą japonki zimą :) Ot, taka wyspiarska logika.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja zupełnie z innej paki, ale zobacz na co trafiłam przypadkiem i od razu skojarzyłam z Tobą: http://pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_Nijmegen :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha... dzieki, niezle skojarzenie ;) Znalazlam to tuz przed przeprowadzka i rzeczywiscie niezly zbieg okolicznosci z narodowoscia i miastem :D

      Usuń
  8. w Belgii to samo - luz przede wszystkim
    rok temu podczas kursu integracyjnego "życie w Belgii" dla obcokrajowców (organizowanego przez niderlandzkie biuro) dowiedziałam się, że ogólnie jest nieprzyjęte, aby na rozmowę kwalifikacyjną przyjść w garniturze albo w garsonce
    sweterek i spodnie w zupełności wystaczą - trzeba tylko pamiętać, żeby nie był poplamiony
    jeśli będziemy wyglądać lepiej od naszego szefa/ rozmówcy nic nie zyskamy, prócz plakietki, że jesteśmy zbyt zapatrzeni w siebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jest w tym wszystkim logika :D Swoją drogą strój nie czyni z nas ekspertów, na co zawsze zwraca uwagę Mauryc wybierając się do siedziby swojej firmy :D Im więcej darmozjadów, tym więcej garniturów i krawatów ;)

      Usuń
  9. Ja mam na sprawę ubioru Holenderek nieco inny pogląd. Może dlatego, że wcześniej wiele lat mieszkałam w Niemczech. To Niemki ubierają się na całkowitym luzie i wyłącznie w stonowane kolory. Tymczasem Holenderki dużo bardziej dbają o wygląd w sensie doboru garderoby. Mają o niebo więcej ciuchów i zdecydowanie bardziej kolorowe. Choćby te wszystkie powłóczyste bluzeczki, tuniki i sukienki w kwiatowe wzory, modne ostatnio. A i buty, oczywiście kozaczki, noszą często na obcasach, podczas gdy Niemki mają buty prawie wyłącznie na płaskim (inna sprawa, że lubią czółenka i baleriny). Po dwóch latach w Holandii zrozumiałam potrzebę noszenia kozaczków -na tym błocie po prostu ciągnie od ziemi i reumatyzmu można się nabawić. Kwestia fryzury też jest mocno związana z tutejszym klimatem. Po co sobie zawracać głowę robieniem czegoś szczególnego na głowie, gdy wilgoć i wiatr zniszczą tę fryzurę dokumentnie w 15 minut.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz bardzo ciekawe spostrzeżenia! Nigdy nie byłam w Niemczech, więc nie dane mi było porównać. I oczywiście zgadzam się z Tobą... Holenderki, choć na luzie, nie są zaniedbane, a kolorowe ubrania (szczególnie w stylu hippy) są jak najbardziej widoczne, zwłaszcza w sezonie letnim.

      Usuń
  10. Wyglada na to, ze takie ubieranie sie na luzie dominuje na zachodzie Europy. Slyszalam o tym nie raz! I tez to zauwazylam w Grecji. Powiem jednak, ze nie tak do konca mi sie to podoba. Sa bowiem takie momenty, kiedy mi poprostu chce sie odstroic! Zalozyc sukienke, szpilki. Pomalowac sobie ciekawie oczy. Uwielbiam filmy z lat 50, 60, kiedy ludzie byli tak eleganccy! Tak milo sie na nich patrzy... Panowie w kapeluszach. Panie w dopasowanych kostiumikach... I ta boska Audrey!!... Przyznam, ze czasem mialabym nawet chetke zalozyc biale rekawiczki, maly kapelusz i obcasy. To musialo byc cudowne tak sie ubierac!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie rozumiem Twoje zamiłowanie do tej epoki i ówczesnej mody. Też lubię się czasem wystroić, szczególnie jeśli jest ku temu okazja (i tu moje wielkie rozczarowanie, bo na każdej większej imprezie rodzinnej w zeszłym roku byłam zbyt elegancko ubrana... teraz z bólem serca próbuję się zmieszać z tłumem). Jednak na codzień, kiedy mi się spieszy, nie mam dużo czasu i nie potrzebuję świetnie się prezentować (bo nie mam żadnych spotkań), to niesamowita wygoda, że mogę wyjść prawie bez makijażu (prawie, bo maskara to u mnie minimum), w rozwianych włosach i wcale się szczególnie nie wyróżniać na ulicy :D W Polsce czułabym się jak ostatnia niedojda spod mostu.

      Usuń
  11. jesli wejdziesz miedzy wrony zacznij krakac tak jak one ;)
    prawda jest taka, ze ja tez zmienilam styl, nie mam ochoty w ogole ubierac butow na obcasie, ani sie stroic ;)
    luzne koszulki maja tez inne plusy- ukrywaja tluszczyk ;) hihihi

    a w plaskich butach mozna z latwoscia dobiec do metra ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och taaaak! Niech żyją luźne koszulki! Ja uważam, że wciąż mam ich za mało i co rusz dokupuję :D

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...