sobota, 14 września 2013

Skąd ten angielski w Holandii?

Moja znajomość języka holenderskiego jest coraz lepsza. Nieskromnie mówiąc jest już całkiem niezła. Jednak była i wciąż jest to wyboista droga w kierunku perfekcji (której nie oszukujmy się, już raczej nigdy nie osiągnę). Ostatnio miałam okazję rozmawiać o nauce tegoż języka z pewną sympatyczną Angielką, która planuje robić tu doktorat. Potwierdziłam tylko to, co ona już sama zdążyła zauważyć... Jeśli mówisz dobrze po angielsku, początki mogą być trudne. A czemu? Bo w Holandii prawie każdy mówi po angielsku.

- Poproszę słodki popcorn - zamówiłam w kinie kalecząc holenderski.
- Coś do picia? - kasjer odparł mi z szerokim uśmiechem... po angielsku. Mauryc parsknął śmiechem.
- Nie dziękuję. To wszystko - uparcie brnę dalej z moją łamaną holenderszczyzną.
Chłopak podał mi cenę znów po angielsku. 
- Czy mój holenderski naprawdę jest aż tak zły, że nawet przy prostym zamówieniu koleś chciał się przestawić na angielski? - pytam potem Mauryca.
- Nie, ale widział, że się zmagasz z tym językiem, więc pewnie chciał ci ułatwić sprawę. Albo wykazać się, że potrafi mówić po angielsku - odpowiedział mi.

Historia ta oczywiście jest sprzed ponad roku, jednak ukazuje, jak ciężko czasem w Holandii ćwiczyć podstawy języka w praktyce. Jeśli nie liczyć starszych osób, maleńkich dzieci i niesamowicie opornych ignorantów, w Holandii właściwie każdy mówi po angielsku. Lepiej lub gorzej, ale conajmniej komunikatywnie. I skąd się to bierze? Przecież naukę wcale nie zaczynali tak wcześnie... Kiedy niedawno w rozmowie wspomniałam, że w podstawówce uczyłam się francuskiego, moja holenderska rozmówczyni zrobiła wielkie oczy.
- Już w podstawówce? Tak wcześnie??
Mi wcale nie wydaje się wcześnie, bo jedynie przez ostatnie trzy klasy tejże szkoły. Angielski wpajano mi  do głowy weekendami już od ósmego roku życia. A zresztą co tu dużo mówić... Obecnie w Polsce rodzice przedszkolaków okrutnie się oburząją, że nowe przepisy zmuszają samorządy do wycofania zajęć dodatkowych, w tym angielskiego. Zaskoczona jej reakcją postanowiłam zweryfikować to u najbliższego źródła. Mauryc angielskiego zaczął uczyć się dopiero w szkole średniej. Zakładam więc, że większość jego pokolenia też, jak jest z młodszymi nie wiem. 

Skąd więc tak dobry poziom znajomości tego języka? Duży nacisk na naukę? Bynajmniej, ale nie tylko. Odpowiedź jest dużo bardziej prozaiczna. Napisy w telewizji! W Holandii nie istnieje coś takiego jak lektor, a dubbing stosuje się tylko w bajkach i programach dla dzieci. Każdy film, program, reklama leci w telewizji w oryginalnej wersji językowej i o ile nie jest to holenderska produkcja, towarzyszą jej najzwyczajniej napisy. W ten sposób widz jest osłuchany z językiem (umówmy się, większość filmów obecnie jest angielskojęzyczna), nie wypada z obiegu (bo słyszy język codziennie) i w ten prosty sposób wyłapuje słówka, wyrażenia, całe zdania. Zatem może by tak i w Polsce wprowadzić napisy zamiast lektora? ;)

15 komentarzy:

  1. w Belgii również - flamandzka telewizja pokazuje filmy z napisami i oryginalną ścieżką dźwiękową

    francuskojęzyczna cześć Belgii ogląda sobie programy z dubbingiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak :( w dodatku zawsze, ale to zawsze mam wrazenie, ze dubbingowany glos to pomylka... Nie wybacze nigdy osobie, ktora zdecydowala o podlozeniu glosu dla Rachel z Przyjaciol, co za koszmar ;)

      Usuń
    2. Zgadzam się. Dubbing do Przyjaciół powinnien być rozważany w kategoriach "zbrodnia" :/ Swoją drogą zawsze mnie zastanawiało jak rozwiązali sytuację w jednym z odcinków, kiedy Phoebe uczy Joey'ego francuskiego :D i to z dubbingiem?! :D

      Usuń
  2. Tez jestem za wprowadzeniem napisow w Polsce! Dla mnie to genialna sprawa, i tak jak piszesz wszyscy dzieki temu spiewajaco mowia po angielsku. Jak z moim mezem jedziemy na wakacje, to kazy mysli ze on a Ameryki lub Canady jest bo mowi bezblednie i to jeszcze z akcentem. Moi tesciowie, nigdy w zyciu nie uczyli sie angielskiego i co smieszne nawet nie wiedzieli ze umia mowic w tym jezyku, bo nigdy go nie musieli uzywac. I kiedy przyjechalam, pierwsze pol roku mowilam oczywiscie tylko po angielsku, i wtedy wlasnie odkryli ze oni tez umia mowic :) smieszne to bylo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak, napisy jak najbardziej :) Ty powinnaś napisać książkę przewodnik po Holandii z Twoimi ciekawostkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A o tym jeszcze nie pomyślałam :D Dzięki ;)

      Usuń
  4. Przydałoby się z tymi napisami. W Grecji było podobnie, więc słuchałam po angielsku, a czytałam po grecku. 2 w 1:)Nie poddawaj się z holenderskim, aż nikomu już nie przyjdzie do głowy, aby Ci ułatwiać sprawę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dopiero niezła nauka 2w1 :D Spokojnie, teraz już mi się to nigdy nie zdarza. Takie sytuacje miały miejsce tylko na początku jak zaczynałam się uczyć języka i kaleczyłam go zacinając się przy tym jak stara płyta :D

      Usuń
  5. Napisy spoko, ale ja już jestem za stara i za leniwa - wolę lektora he he. Jednak nie płakałabym jakby go zastąpiono napisami. Do języków też trzeba mieć trochę zacięcia - mój mąż do polskiego ma niewielkie... A z angielskim żył i radził sobie w innych państwach i na nim bazuje. Dobrze dla naszych dzieci - ale i dodatkowe zajęcia w przedszkolu są bonusem.

    OdpowiedzUsuń
  6. No tak, dla wielu z nas, Polaków, dubbing to zbrodnia (ja akurat po latach w Niemczech się przyzwyczaiłam, ale i tak często mam problem z głosem jako takim). Ale dla większości Europejczyków masakrą jest to, co my robimy z filmami, czyli czytanie przez lektora. Wiadomo, każda sroka swój ogonek chwali. Każdy lubi to, co dla niego najłatwiejsze, czyli to, co ćwiczy od dzieciństwa. Mam jeszcze taką teorię, że Holendrzy (podobnie jak wszyscy Skandynawowie - tam jest ten sam system) nie tylko dzięki napisom lepiej mówią po angielsku, ale i szybciej czytają. Może u dorosłych to się nie rzuca w oczy, ale u starszych dzieci i nastolatków bardzo. Mówienie, że może się to przekładać na poziom czytelnictwa, to już chyba byłby wniosek za daleko idący. Ale myślę, że konieczność czytania napisów zniechęca wiele kiepsko czytających osób w Polsce do chodzenia do kina (oczywiście oprócz względów finansowych). Co o tym myślicie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że masz zdecydowanie rację, że wpływa to też na szybkość czytania. O tym jak dziwnią ideą jest film z lektorem monotonnie czytającym WSZYSTKIE kwestię uświadomili mi dopiero Mauryc i inni holenderscy znajomi. Oczywiście się z nimi na początku nie zgadzałam, bo na tym się wychowałam. Taką telewizję znałam od zawsze, więc kompletnie przyzwyczajona nie zauważam tego nawet. Teraz wciąż mnie to nie razi, jednak zauważam i w końcu rozumiem co oni mają na myśli ;) Podobnie zapewne jest z dubbingiem w Niemczech, Francji czy innych krajach. Jednak obcy głos, przy znanej mi twarzy.. it's just wrong :D

      Usuń
  7. Co do angielskiego...Rodzice zapisali mnie na prywatne lekcje jeszcze w 7 klasie podstawówki (tak, tak, za "moich czasów" było 8 klas)...uczęszczałam 2 lata. Kontynuowałam zarówno w liceum jak i na studiach. I mogę napisac, że jak dla mnie poziom i sposób nauczania był totalnie nie efektywny....

    ps. bardzo podoba mi sie twój blog. Interesujące i ciekawe masz wpisy...pzdr Gosia

    OdpowiedzUsuń
  8. w sumie w dekoderze można sobie wybrać wersję filmu z napisami czy bez:)

    Jestem również tego zdania, że to najlepszy sposób na osłuchanie się z językiem.

    Tak jak ze słuchaniem radia holenderskiego i uswiadamianie sobie po jakimś czasie co dane słowo znaczy. Towarzyszy przy tym wewnętrzna eureka i satysfakcja:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest tu tylko pewien problem z tymi filmami w tv, a mianowicie amerykańskimi, gdyz akcent amerykański jest oczywiście inny od angielskiego. i to jest problem, gdyz jadąc do UK osłuchanie sie z akcentem amerykańskim niezbyt duzo daje. Ja sie osłuchiwałem z amerykańską muzyką od dziecka, a po wyjezdzie do Anglii nie rozumiałem połowy z tego co do mnie mówili rdzenni angole, i zajęło mi lata dojscie do bezstresowego komunikowania sie, a pracowałem dzien w dzien z samymi anglikami, a nie w jakimś getcie polskim na magazynie itp.
    Kolejny problem w tej kwetsii jest taki ze filmy amerykańskie w europejskich stacjach telewizyjnych powodują nabijanie kasy dla hollywood, a nasze rodzime produkcje leżą. Chyba więc jedynym rozwiązaniem jest wspieranie filmów brytyjskich zamiast tych z usa.

    OdpowiedzUsuń
  10. Super post, bardzo ciekawe i inspirujące pomysły.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...